Biszkopt!!

Czas na słodkość!

Ponieważ każdy z nas zasługuje na odrobinę słodyczy, postanowiłam powierzyć w Wasze ręce biszkopt. Wiem, że sam biszkopt jest banalny. Tylko jak Brat szybko się przekonał, taki biszkopt potrafi być złośliwy.

Najlepsze biszkopty robiła moja Mama. Wiadomo, że co domowe (z własnego domu szczególnie) jest najlepsze. Ale tylko ten kto miał okazję spróbować lekkich biszkoptów mojej Mamy, biszkoptów rozpływających się w ustach i aż proszących o zjedzenie kolejnej porcji, wie o czym tutaj piszę.

Biszkopt i szarlotka mojej Mamy, podobnie jak siekaniec Taty traktuję szczególnie. Co prawda przy siekańcu nie ma co się spinać, o tyle biszkopt, eh…

Najpierw starałam się robić wszystko z pamięci, nie powiem, żeby efekt był powalający. Buszowałam w sieci celem znalezienia przepisu idealnego. Posiłkowałam się rodzinną książką kucharską (rok wydania to późne lata 70). W końcu, po kilku już latach poszukiwań, myślę, że mam przepis jakim mogę się z Wami podzielić. Biszkopt lekki jak chmurka może być Wasz.

Nie znalazłam przepisu, który miał by wszystkie wskazówki jaki tutaj za chwilę zamieszczę. To zebranie tego co się sprawdza i działa, a nie wymaga stania na jednej nodze, dmuchania w piekarnik i potrząsania marakasami jednocześnie.

Tym razem podam ilości w „szklankach miarowych” – nazwa autorska, można kopiować. Dane uzupełnię dokumentacją fotograficzną i wymierzeniem szklanek. Po prostu są to proporcje idealnie sprawdzające się przy tym konkretnym wypieku i już. Oczywiście nie każdy z Was musi posiadać takie szklaneczki. Dlatego specjalnie dla Was zmierzyłam tez wszystko w mililitrach.

Składniki:

  • 6 jaj (tylko 6 „jaj dwójek”!! mówimy NIE dla chowu klatkowego)
  • szklanka miarowa cukru
  • 1/3 szklanki miarowej mąki ziemniaczanej
  • 2/3 szklanki miarowej mąki tortowej
  • szczypta proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Akcja:

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. Boki możemy pozostawić niezabezpieczone. Ustawiamy piekarnik na 180 stopni, niech się spokojnie nagrzewa.

Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka czekają na swój moment w miseczce, a my ubijamy białka z solą na sztywną pianę. Pamiętajcie o tym, że miska na białka musi być sucha.

Kiedy biała są już sztywne, cały czas ubijając dosypujemy cukier. Następnie dodajemy żółtka i mąki wraz z proszkiem do pieczenia. Jeśli chcemy uzyskać ciemny biszkopt dodajemy łyżkę stołową kakao.

Wylewamy nasz biszkopt w stanie płynnym do tortownicy i wkładamy do gorącego piekarnika.

Przygotowanie wcześniej tortownicy i piekarnika zapobiega niepotrzebnym stresom z naszej strony oraz ucieczce bąbelków powietrza z masy biszkoptowej.

Biszkopt siedzi sobie w piekarniku przez około 40 minut. Nie zaglądać w trakcie pieczenia inaczej niż przez szybkę, bo się nam bidula zestresuje i obrazi zakalcem. Dopiero po tym czasie należy wetknąć w ciasto patyczek kontroli. Jeśli są na nim malutkie drobinki upieczonego ciasta, to znak, że nasz biszkopt może zwiedzić świat zewnętrzny.

Najpierw jednak koniecznie trzeba spuścić mu łomot. Wiem jak to brzmi, ale to dla jego i naszego dobra. Bierzmy więc tortownicę w ręce (ostrożnie, bo gorące) i z wysokości około 20 centymetrów upuszczamy biszkopt na ziemię. A potem jeszcze raz. A potem wkładamy z powrotem do piekarnika i zostawiamy uchylne dzrzwiczki. Niech sobie teraz stygnie.

I już. Jeśli chodzi o sam biszkopt to tyle. Ale domyślam się, że część z Was chciała by coś tutaj dodać. No bo jak to tak, podać sam biszkopt bez dodatków.

Biszkopt z kakao

Biszkopt z kakao

Osobiście uważam, że bita śmietana (prawdziwa bita śmietana, bez cukru, 36% tłuszczu, którą sami ubiliśmy na puch bez cukru), podana w nasączonym wodą i wódką biszkopcie broni się sama. Ale ostatnio postanowiłam zmierzyć się z kremem do tortu, więc zapraszam do kolejnej notki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *