Pro – jajo w szklance

Czasem początki są niewinne. Lub tylko na takie wyglądają. W końcu zrobienie idealnego jajka na miękko, gdzie białko jest ścięte, a żółtko całkowicie płynne do najprostszych nie należy. W każdym razie w tym wypadku mamy jedną pewność. Jajko było pierwsze!

Najpierw były jaja na twardo. Następnie jajecznica, by wróciwszy do formy skorupkowej przybrać formę jaja na miękko. Okazało się jednak, że można pójść o krok dalej. Na scenę wchodzi szklanka. Albo miseczka, ale niska szklanka jest ładniejsza.

O jajku w szklance usłyszałam od przyjaciółki. Że można, że z oliwą i że pyszne. Jakoś średnio sobie to wyobrażałam. Jak to tak? Najpierw trzęsiesz się nad tym jajem, żeby było na miękko, żeby nie pękło. Mierzysz czas gotowania co do sekundy, by potem bezceremonialnie wrzucić jajo do szklanki? No, nie. A gdzie maczanie kawałka świeżej bułeczki w żółtku? Radosne wyjadanie każdego kawałeczka ze skorupki?

Jednak mój front obrony jaj na miękko w skorupce nie ostał się zbyt długo… Zapomniawszy o całej sprawie, udałam się jakiś czas później na śniadanie do Żywiciela na Żoliborzu. Nie pamiętam okazji z jakiej na taką ekstrawagancję się z moją Większą Połową zdecydowaliśmy. Ważne jednak, że w menu śniadaniowym były jaja. Zamówiłam sobie zestaw z jajem na miękko, uradowana faktem, że nie ja muszę stać i gapić się w bulgoczący garnek licząc sekundy. W drugim zamówionym przez nas zestawie było owo jajko w szklance (albo w kieliszku, nie pamiętam dokładnie nazwy używanej w Żywicielu).

Następuje filmowy zgrzyt taśmy, zacięcie obrazu. Nie darowała bym sobie, gdy bym nie zwróciła Waszej uwagi na pewien fakt. Bardzo smutny fakt według mnie. Otóż jajko w szklance/kieliszku było jak wiadomo bez skorupki. Niestety moje jajko nadal w swojej skorupce tkwiło i stąd wiem, że jaja podawane w Żywicielu to „trójki”. Są ludzie, którzy z pobudek ideologicznych nie jedzą mięsa. Ja z przyczyn humanitarnych nie jem jaj z „3” na początku kodu. No nie i już! Mina mi zrzedła znacznie, ale co zrobić. Po prostu więcej tam nie pójdę i już. Szkoda, bo miejsce fajne.

Taśma filmowa wraca na szpulę. Jak tam patrzyłam na nagie jajo bez skorupki, pomyślałam sobie, że musi byś pyszne z solą i odrobiną pieprzu. Kropla dobrej oliwy też nie zaszkodzi. I wtem dotarło do mnie się, że ja tego nie wymyśliłam, tylko słyszałam kilka tygodni wcześniej. Taaak, już ja podrasuję to jajo…

Składniki:

  • Jaja na miękko w ilości 2 sztuki na osobę.
  • Oliwa z oliwek, około 1 łyżki stołowej.
  • Przyprawy do wyboru: sól, pieprz, bazylia, oregano inne wg preferencji i pomysłu.
  • Dla chętnych: pestki dyni – 1 łyżka stołowa na osobę, odrobina oleju, masło i miód; około 1 łyżeczka od herbaty na osobę.

Trio smaku: oliwa, sól i pieprz

Trio smaku: oliwa, sól i pieprz

Jajo w szklance in progress

Jajo w szklance in progress

Akcja:

Optymistycznie zakładamy, że jaja są na miękko. Ostrożnie obieramy je ze skorupki i wrzucamy do miseczki. Wlewamy oliwę, solimy i pieprzymy do smaku. Polecam dodać nieco bazylii. Może być taka z torebki, suszona. Nie polecam pesto, nam kompletnie się nie spodobało.

Całość ugniatamy widelcem. Naszym celem jest uzyskanie w miarę gładkiej masy. Przekładamy jaja, a w zasadzie teraz już bardziej pastę jajeczną do szklanek. Jeśli chcemy dodatkowo uatrakcyjnić nasze śniadanie, polecam dynię.

Pestki dyni wrzucamy na gorącą patelnię lub rondelek w towarzystwie odrobiny oleju. Dodajemy miód i dokładnie mieszamy. Prażymy pestki przez około 2 min na średnim ogniu. Następnie dodajemy masło i prażymy jeszcze chwilę (chyba około 30 sekund, ale polecam osobiście przyjrzeć się pestkom). Gotowe kładziemy na wierzch naszej pasty jajecznej i od razu podajemy – pestki bardzo szybko stygną i sklejają się.

Pasta z jaj z prażonymi w miodzie pestkami dyni

Pasta z jaj z prażonymi w miodzie pestkami dyni

O jajach w koszulce nie napisałam. Wiem, że takie są. Po prostu nie umiem ich zrobić. Jeszcze.

4 odpowiedzi na “Pro – jajo w szklance”

  1. aselniczka pisze:

    Jajka w koszulce są proste jak precel – wystarczy je wrzucić do gotującej się wody z octem z jakiejś miseczki i po problemie 🙂
    (Sosu holenderskiego nigdy mi się nie chciało robić ;])

  2. Kasia pisze:

    Czy na pierwszym zdjęciu jest młynek do pieprzu? Świetny! 🙂

    • Dokładnie tak! Młynek przywędrował z mojego domu rodzinnego i przejął rolę pieprzniczki.
      Ta z kolei jest mocno obrażona, bo też słuszna wiekiem i zasługami. Udobruchałam ją dopiero obietnicą, że będzie miała swój czas ja tylko przyjdą goście 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *