Bieszczadzkie naleśniki

Nie było mnie w Bieszczadach osiem długich lat. Zdecydowanie za długo. W zeszłym roku roku zaczęłam nadrabiać to zaniedbanie. Byłam tam, póki co trzy razy na intensywnych wyjazdach.

Pierwszy ze znajomymi, który spełnił moje marzenie by w końcu pojechać w nieco dziksze miejsce. Udało się! Spaliśmy w czymś co wyglądało jak dawna obórka, na siennikach. W całym schronisku nie było prądu ani zasięgu komórkowego. Była za to ciepła woda, od godziny 17 do wyczerpania zapasów. Każdy nowy dzień witaliśmy z nowymi zakwasami. Cudowności (jak dla mnie oczywiście). Teraz zostaje przejście szlakiem międzyschroniskowym z dobytkiem na plecach i biwakowaniem.

Druga wyprawa już bardziej rodzinna, ale równie mocno obfitująca w atrakcje. Stłuczona kostka i zdarte kolano, na trasie z Caryńskiej, wymagały co prawda przymusowego odpoczynku, ale przecież nadal mogłam się zajadać bieszczadzkimi specjałami.

Trzecia, duuużo spokojniejsza, ale cóż, w stanie „2 w 1” nawet wdrapanie się na Wetlińską jest dość ciekawym przeżyciem.

Podczas pierwszej wizyty w Chacie Wędrowca widziałam w menu słynne naleśniki giganty. Skusiłam się na nie dopiero podczas drugiej wizyty. Pewnie dlatego, że nie wiedziałam, że są aż tak słynne.
Za drugim razem juz świadomie zamówiłam swój pierwszy naleśnik. Wybrałam, mniejszą wersję (czyli taką, która przykrywa cały duży talerz obiadowy) z miksem składników. Mąż i Szwagier postanowili zmierzyć się z prawdziwym gigantem.

Zajadaliśmy się z prawdziwą przyjemnością. Chrupkość, puszystość w idealnej proporcji. Słodkie, ale nie za bardzo. Pycha, pyszności i w ogóle. Naleśnik jest chyba nazwą umową, bo to sa bardziej racuchy, ale z jakimś turbodoładowaniem.

Co ciekawsze nie zjedzony naleśnik jest smaczny również następnego dnia. Sprawdzone empirycznie, zabraliśmy nie zjedzone przez panów naleśniki na wynos – obsługa nie była w ogóle zdziwiona.

Na koniec jeszcze tylko napisze, że nie samymi naleśnikami Chata Wędrowca karmi. Godne polecenia są również mięsa i zupy. Jeśli zatem ktoś z Was nie przepada za słodkościami na obiad, może uraczyć się Jagnięciną lub którymś z „Talerzy”, zatemspokojnie, głodnym nie pozostanie nikt.

Chata Węrdowca i naleśnik

Chata Węrdowca i naleśnik

Jedna odpowiedź do “Bieszczadzkie naleśniki”

  1. Cela D pisze:

    Z przyjemnością powtórzyłabym każdy eksces jedzeniowy z Chaty Wędrowca w Twoim towarzystwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *