Krem tortowy, nie torebkowy

Biszkopt już umiemy. Teraz czas na coś, co sprawi, że lekkie ciasto nabierze znamion prawdziwej rozpusty dla podniebienia. Słodko, maślano i jajecznie ze szczyptya orzechów. Takie myśli krążyły mi po głowie kiedy trafiłam na tort galicyjski.

Najpierw zrobiłam wszystko. Ciasto wyszło całkiem dobre. Wykorzystałam do niego resztę zapasów orzechów włoskich, czego było warte. Niestety krem wsiąkł. Dosłownie wsiąkł w ciasto i go nie było widać. Zostało mi tylko nieco prażonych orzechów między warstwami biszkoptu.

Za drugim razem zrobiłam zwykły biszkopt, dodałam tylko nieco kakao. Skupić się postanowiłam na kremie, żeby pozostał tam, gdzie zwykle spodziewamy się kremu w torcie. Prawie wyszło, bo krem pozostał, ale poknociłam coś z cukrem i mocno się skrystalizował. Na szczęście całość była pyszna, co wynagrodziło nam chrupiące pod zębami kryształki cukru.

Wczoraj wieczorem nastąpiła próba numer cztery. I już na torcie wyglądało to tak:

Tort biszkoptowy z kremem maślano-jajecznym

Tort biszkoptowy z kremem maślano-jajecznym

Składniki:

  • 4 żółtka
  • 5 łyżek stołowych cukru
  • 200 g masła
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 50 ml spirytusu
  • 100 g orzechów włoskich

Akcja:

Żółtka ubijamy z łyżką cukru. Ubijamy tak długo, aż masa zmieni kolor na prawie biały. Dopiero wówczas macie gwarancję, że cukier się rozpuścił, a krem ma szanse być kremem.

Białka proponuję zamrozić, niedługo zrobimy bezę.

Po ubiciu żółtek zabieramy się za syrop. Resztę cukru wsypujemy do małego rondelka i wlewamy nieco wody. Nieco w tym wypadku oznacza, jakieś 2 łyżki stołowe. Maksymalnie 3. Chodzi o to by syrop był bardzo gęsty. Stawiamy rondelek na śreni ogień i podgrzewamy aż cukier się rozpuści. dobrze od czasu do czasu zamieszać by sprawdzić postępy. Kiedy już wszystko się nam rozpuści, zwiększamy ogień i mieszając doprowadzamy do wrzenia. Już po chwili syrop zacznie gęstnieć i o taki efekt właśnie nam chodzi. Jeśli wierzch syropu zacznie brązowieć – trochę przesadziliśmy, ale nic złego się nie stało (jeszcze).

Wracamy do ubijania żółtek by w trakcie dolać syrop. Ubijamy jeszcze chwilę, żeby mieć pewność, że składniki się połączyły. Odstawiamy na około 10 min by krem przestygł.

Dodajemy miękkie masło pokrojone w kostkę i kawę rozpuszczalną. Kawę proponuję rozgnieść między łyżeczkami. Bez tego całkiem się nie rozpuści i będziemy trafiać czasem na nieco większy wiórek kawy. Nie jest to nic złego, ale według mnie smaczniej będzie jeśli cały krem będzie lekko kawowy.

Moja modyfikacja dotyczy też orzechów. Nie wrzucam ich do kremu. Najpierw lekko prażę na patelni z dodatkiem miodu. Potem wykładam bezpośrednio na nasączony biszkopt i zalewam kremem.

Prawidłowa konsystencja kremu po lewej i prażone orzechy włoskie z miodem po prawej

Prawidłowa konsystencja kremu po lewej i prażone orzechy włoskie z miodem po prawej

Kilka uwag własnych dotyczących kremu i tortów ogólnie:

  • Jeśli krem nakładamy jako środkową warstwę, orzechy mogą być większe. Jeśli jednak decydujemy się na asekuracyjną wersję, jak ja, z kremem na samej górze, wówczas orzechy powinny być mniejsze. Miałam kłopot z krojeniem, orzechy uciekały mi na boki i niszczyły ładną strukturę porcji tortu
  • Biszkopt trzeba koniecznie nasączyć. Najlepiej sprawdzają się: woda z wódką, proporcja 1:1 do biszkoptów jasnych, ewentualnie jasny sok z owoców, ale wówczas robi się bardzo słodko; herbata czarna z wódką, proporcja 1:1, oczywiście bez cukru
  • Pamiętajmy aby w torcie znalazł się jakiś kontrastujący smak. Najlepsze są domowe dżemy i konfitury z kwaskowatych owoców z mniejszą ilością cukru. Polecam dżem z czerwonych porzeczek lub czerwone porzeczki z nalewki. Taką orzeźwiającą warstwę kładziemy cieniutko na biszkopt pod bitą śmietaną.

A dla tych z Was, którzy zastanawiają się co będzie jak krem (lub inne danie) nie wyjdzie, mam zdjęcie kremowej próby numer trzy (to białe na wierzchy tortu to bita śmietana, krem jest w środku):

Krem maślano-jajeczny, podejście nr 3

Krem maślano-jajeczny, podejście nr 3

Smakowo zdecydowany tryumf, wyglądowo już nie tak bardzo. Najwyraźniej „do trzech razy sztuka” to w tym wypadku za mało.

Komentarz Męża: Nie wiem jaki ma być finalny efekt, ale mam nadzieję, że jeszcze długo będziesz próbować. Tyle tortów nie jedliśmy jeszcze nigdy.

2 odpowiedzi na “Krem tortowy, nie torebkowy”

  1. paluina pisze:

    Do czterech razy sztuka 😀 najważniejsze ze wyszedl 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *