Sos grzybowy – pierwszy eksperyment w tygodniu debiutów

Jesieni ciąg dalszy. Nie da się ukryć, że coraz szybciej robi się coraz ciemniej. Choć bywają piękne dni pełne słońca, to i tak robi się coraz zimniej. Coraz bardziej przyjaźnimy się z szalikami i swetrami. Słomkowe kapelusze i letnie sukienki są już wspomnieniem.

Osobiście lubię każdą porę roku. Każda ma coś innego do zaoferowania i może cieszyć nas z innych powodów. Może z małym wyjątkiem przedwiośnia, bo to ani ładnie białe od śniegu, ani jeszcze ciepłe, ani nie pachnie rozmarzniętą ziemią w ogrodzie. Tylko szare pachruście sterczą na łąkach. Ale to dopiero za dłuuugi czas. Teraz mamy jesienne warzywa, owoce i grzyby. Korzystajmy z nich.

Grzybów podobno w tym roku co niemiara. Nie wiem tego na pewno, wiadomo jak to plotki. W rejonie mazowieckim na grzyby nie chadzam. Co innego łąka i las za moim rodzinnym osiedlem. Po kilku latach regularnych spacerów z psem znałam każde miejsce i zakątek gdzie grzyby sobie rosły. Patrząc na ilość psów maści wszelakiej, jakie spacerowały ze swoimi właścicielami w okolicach naszego osiedla nieco dziwi mnie fakt, że tylko ja wychodziłam z domu uzbrojona w siatkę i nożyk. Z drugiej strony mało kto szwędał się po tych łąkach cztery razy dziennie przez prawie godzinę za każdym razem.

Jednak pomimo mnóstwa możliwości jakie dają nam świeżutkie grzyby, ogromna większość była po prostu suszona z myślą o wigilijnym bigosie. Bo i bigos był gotowany w ilościach hurtowych, ale o tym napiszę zimą.

W tym roku, posiłkując się kupnymi niestety, podgrzybkami, postanowiłam zmierzyć się z sosem. Grzybowym. Zrobiony „tak chyba będzie ok” oraz „kiedyś chyba to jadłam” wyszedł – jak na debiut – wybornie. Do placków ziemniaczanych jak znalazł.

Składniki:

  • Grzyby; w moim przypadku kilogram podgrzybków.
  • Śmietana; podobno powinna być co najmniej 18% (zawartości tłuszczu) lub nawet 30% jeśli chcemy uzyskać delikatny kremowy smak. Ja dodałam jedną dużą 12%, naprawdę można, też będzie dobre.
  • Cebula jedna spora lub dwie mniejsze
  • Masło, zużyjemy go sporo, po francusku. Mi ubyło prawie pół kostki, ale ja uwielbiam masło.
  • Sól i pieprz, jak zwykle, do smaku
  • Liście laurowe, sztuk 3

Akcja:

Grzyby trzeba na początek oczyścić z liści, traw i ewentualnych niejadalnych kawałków nadgryzionych przez inne stworzenia. Potem spłukać piasek.

Podgrzybki - umyte i obrane

Podgrzybki – umyte i obrane

Tak przygotowane grzyby kroimy. Tutaj znowu odwołajcie się do swoich preferencji. Lubicie drobno posiekane kawałeczki mięciutkich grzybów czy większe, jędrne grzybki w które można się jeszcze wgryźć? Osobiście optuję za grzybami, które troszkę zachowały swoją formę. Zatem kroję dość grubo i nie przejmuję się zbytnio kunsztem i równością krojenia. Dopóki nie wybieracie się do konkursowego programu kulinarnego, emitowanego w którejś ze stacji telewizyjnych, absolutnie nie stresujcie się wymiarami Waszych grzybków. Niech będą w miarę podobnej wielkości i już.

Za to cebula powinna być posiekana bardzo drobno. Tutaj malutka kosteczka się przydaje. Jeśli uzyskanie jej grozi przerwaniem ciągłości Waszych palców, możecie pokroić cebule najdrobniej jak umiecie według własnej metody, a jeśli to nadal będą bardziej ósemki niż kosteczka – siekajcie. Siekajcie jak leci, z pasją i mocą. Możecie pokazać na co Was stać z nożem w ręce, nawet jeśli jesteście zalani łzami.

Wszystko pokrojone i posiekane. Zatem cebulkę delikatnie szklimy na maśle. Dodajemy szczyptę soli i pieprzu. Na dużej, głębokiej patelni (z braku takiej patelni, może też być garnek) podsmażamy nasze grzybki w towarzystwie masła soli i pieprzu. Masła można dodać od razu nieco więcej. Z przyprawami można poczekać, żeby nie przepieprzyć. No i będziemy usprawiedliwieni, że podjadamy w trakcie.

Grzyby po delikatnym podsmażeniu (około 5 min), dusimy pod przykryciem z liśćmi laurowymi (około 10 min). Jeśli chcecie uzyskać nieco miększą konsystencję, po prostu duście grzybki nieco dłużej.

Dodajemy cebulkę i mieszamy, doprawiamy. Zdejmujemy z ognia.

Do śmietany dodajemy nieco gorącego sosu i mieszamy. Dopiero potem wlewamy śmietanę do sosu. Inaczej śmietana się momentalnie zważy i choć będzie zjadliwa, na pewno już nie tak smaczna. Jeśli trzeba doprawiamy.

Podajemy od razu po przyrządzeniu w miseczce z dodatkiem świeżej pietruszki.

Sos grzybowy można zjeść z chlebem czy grzankami – w ramach przystawki. Można podać do ziemniaków lub placków ziemniaczanych do mięs pieczonych lub po prostu zjeść sam sos.

Śmietanowy sos grzybowy

Śmietanowy sos grzybowy

Jedna odpowiedź do “Sos grzybowy – pierwszy eksperyment w tygodniu debiutów”

  1. favcook pisze:

    Ja nie mam gdzie iść do lasu i cierpię.. bo zjadłabym taki grzybowy sos a jakoś nie mam pewności co do tych, które można kupić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *