Wiśniówka miodem płynąca

Przypowieść o tym jak wiśnie potrafią być smaczne i zdradliwe

Mam w Krakowie Przyjaciela, którego czasem raczę swoją obecnością. Moje wizyty do niedawna wiązały się nie tylko z filmami, dobrym jedzeniem, oglądaniem noży, ale również z kacem. Teraz grzecznie popijam herbatkę i mogę tylko wpominać swoją pierwszą przygodę z domową wiśniówką na miodze

A było to tak. W połowie „Piątego Elementu” Mama Przyjaciela uraczyła nas szklaneczką wiśniówki własnej roboty. Była słodka i nie sprawiała wrażenia mocnej, raczej dość delikatnie łaskotała w język i przełyk. Po jej wypiciu nic nie wskazywało na braki w koordynacji. Na dnie szklaneczki zostało jednak kilka wisienek. Kilka oznacza naprawdę kilka, nie 20 czy 15. Tych wisieniek było może pięć, nie więcej.

Były pyszne, rozpływały się w ustach. Ledwo wyczuwalna kwastowatość wiśnii otulona miodem i zaostrzona kąpielą w alkoholu… Nie skończyliśmy filmu. Poczułam jak zjedzone z takim smakiem wiśnie zaprosiły mój błednik do tańca i nie był to polonez. Zabrałam ze soba kołdrę (Przyjaciel jest stworzeniem arktycznym, wiecznie mu gorąco, a ja w jego pokoju zwykle sinieję z zimna) i skierowałam się na drugi koniec mieszkania do pokoju w których czekało na mnie łóżko. Wyprawa to była nie lada. Mam świadomosć niesamowitej ekonomiczności mojego organizmu jeśli chodzi o ilość alkoholu potrzebnego do osiągniecia lekkiego rauszu, ale to było doprawdy przegięcie.

Do niewątpliwych korzyści, oprócz poznania wiśniówki, należał kompletny brak kaca następnego dnia rano. Zapewne dlatego, że chyba oprócz wspomnianej nalewki nie zdążyłam wypić nić innego.

Występują:

  • Wiśnie wydrylowane (mogą być nawet mrożone, ale aromatu już nie ten sam
  • Wódka, czysta, biała
  • Miód, któryś z tych deliaktnych, nie leśny czy gryczany. Po prostu wielokwiatowy.

    UWAGA, celowo nie podaję konkretnych ilości. Tutaj liczą się proporcje. A ostateczne ilości składników zależą od ilości posiadanych wiśni i wielkości słoja.

    Akcja:

    Wiśnie wsypujemy do słoja. Zalewamy wódką, tak by wszystkie wiśnie były przykryte (proporcja pierwsza)
    Czekamy około trzech tygodni.
    Zlewamy wódkę z wiśni do osobnego słoja, a wiśnie zalewamy miodem, tak by wszystkie wiśnie były przykryte (proporcja druga)
    Czekamy około trzech tygodni.
    Wlewamy do wiśni z miodem wódkę, która czekała w osobnym naczyniu. Mieszamy i odstawiamy.
    Czekamy około trzech tygodni, a jeśli możecie, to nieco dłużej np pięc lub sześć tygodni. Dobrze czasem naszą nalewką lekko wstrząsnąć. Niekoniecznie mieszać.

    Pijemy i zajadamy się wiśniami. Oczywiscie odpowiedzialnie.

    Wiśniówka na miodzie

    A jeśli nie macie pomysłu na wiśnie z wiśniówki, polecam upiec sobie BISZKOPT, ubić śmietanę i dodać wiśnie z wiśniówki. Najprostszy tort, a możecie być pewni, że wszyscy będa zachwyceni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *